poniedziałek, 24 listopada 2014

Nadmorskie Brighton.



Głównym celem naszej podróży nad morze było zdobycie insurance number, który jest niezbędny do podjęcia legalnej pracy w Anglii. Łącząc przyjemne z pożytecznym pojechałyśmy do Brighton. Pierwsza część podróży nie minęła bez emocji. Niby wszystko zaplanowane, wyliczone i obmyślone. Niespodzianka! Londyn ma do to siebie, że jego wielkość nie sprzyja szybkiemu podróżowaniu. Doszło do awarii trakcji i spowite ciemnością metro to jechało z prędkością światła, to się zatrzymywało. A czas uciekał. Na szczęście los nam sprzyjał i nawet kolejny "biletowy" problem nie przeszkodził nam by dostać się w wyznaczonym czasie na miejsce.


Wysiadłyśmy z pociągu, wyszłyśmy z dworca i naszym oczom ukazało się piękne, pagórkowe Brighton. Tysiące wąskich alejek, uroczych knajpek, zabytkowych budowli przypomina równie piękną Pragę. Ruszyłyśmy przed siebie  (z przerwą na napełnienie brzuszków, w przydrożnej jadłodajni: om, om om :P ) i zobaczyłyśmy morze. Szczerze powiedziawszy mnie osobiście (Szpahla) ono rozczarowało. Spodziewałam się wielkich fal i charakterystycznego szumu, zaś naszym oczom ukazało się coś na kształt ogromnego jeziora. Micha stwierdza, że takie właśnie miało być. W każdym razie i tak jest to jedna z tych chwil, kiedy buzia uśmiecha się sama do siebie. W przeciwieństwie do Polski tutejsza plaża niestety jest kamienista, w dodatku brak tu naszego charakterystycznego jodowego, morskiego zapachu. Mały plus za piękniejszy odcień wody. Mimo to jeden : zero dla Bałtyku.












Kolejno przechadzaliśmy się uliczkami, w miedzy czasie załatwiając insurance number.


Zaraz, zaraz. Przecież jesteśmy w Brighton. Mała angielska, nadmorska miejscowość. Co tu robi Taj Mahal? Tak.... Royal Pavilion zrobił na nas niemałe wrażenie. Pomieszanie z poplątaniem. Właściwie to jest to na swój sposób symbol Wielkiej Brytanii - byłyśmy pewne, że tak kontrowersyjna budowla musiała być efektem szalonej idei arabskiego szejka. Okazuje się, że to tylko jedna z królewskich rezydencji króla Jerzego. Cała Anglia.







Jednak ani morze, ani wesołe miasteczko, ani promenada czy nawet wieżyczki Royal Pavilion nie zrobiły na nas takiego wrażenia jak widok gór. No dobrze, może góry to za duże słowo, ale wzgórza, na których położone jest Brighton są po prostu niesamowite. Półgodzinny spacer z centrum wystarczy by przenieść się na ogromne połacie zieleni. Nie musimy chyba dodawać, że owce i mewy są stałym elementem krajobrazu?


Przy okazji chcemy zaznaczyć, że wszelkie załatwianie formaności w Agnlii jest zdecydowanie łatwiejsze niż w Polsce. Ledwo przyszłyśmy na spotkanie, a już miły  pan zabrał nas do sali pełnej biurek i urzędników. Nie musisz szukać pokoju, brać numerków i czekać w kolejce w nieskończoność. Siadasz na wygodnej kanapie, urzędnicy sami podchodzą do Ciebie, zabierają potrzebne dokumenty i wołają do siebie. Nie minęło 15 minut, a już dopełniono wszystkich formalności i mogłyśmy w pełni cieszyć się z wycieczki.


Czasami zastanawiamy się gdzie naprawdę jest nasze miejsce. Kiedyś Wrocław wydawał się nam najpiękniejszym miastem, naszym miastem (oczywiście, poniekąd zawsze tak będzie). Przyjechałyśmy do Londynu oraz Enfield i zaczęłyśmy zastanawiać czy tutaj też nie byłoby dobrze. Poznałyśmy Brighton i aktualnie to ono skradło nasze serce. Kolejne dni, widoki, ludzie pokazują nam, że jeszcze tyle przed nami. Jeszcze tyle chcemy zobaczyć i pewnie jeszcze wiele razy poczujemy, że fajnie byłoby się tu na dłużej zatrzymać. Jedyne czego brak to was wszystkich Kochani....tych, których zostawiłyśmy za "wielką wodą". Mamy nadzieje, że kiedyś i ten problem będzie się dało jakoś ominąć. 


Chciałyśmy szczególnie podziękować:
-Darii za współtowarzyszenie nam w podróży i skuteczne rozśmieszanie :)
-Góralowi, bez którego nie załatwiłybyśmy kolejnych dokumentów i nie miałybyśmy pretekstu, by przyjechać nad morze.
-Luśce za pocieszne merdanie ogonem. 


OM&OP

3 komentarze:

  1. Siostra nie zdradzaj Grubego:p On też czeka na Ciebie:))
    Piękne zdjęcia, super relacja... zazdroszczę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakos nie przyjmuje opcji "MAMY NADZIEJE ze i ten problem da sie jakos rozwiazac" po prostu ma byc i bedzie rozwiazany.... tesknie za wami dziewuszki....

    OdpowiedzUsuń