Wielkie plany, dużo biurokracji i niemałe problemy.
Nie ważne, że człowiek chce szybko działać i dużo robić. Szukanie pracy nie należy do najłatwiejszych. Oczywiście można pracować sprzątając w hotelu czy zmywając naczynia, ale gdy chce się robić coś lepszego, zaczynają się problemy. Po kolejnym spotkaniu w sprawie pracy i kolejnym zdaniu "You must have got an insurance" nasze morale lekko spadły. Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny, a świat stawia przed nami kolejne wyzwania, przy okazji mobilizując do zwiedzania niesamowitych miejsc.
Jednymi z ciekawszych atrakcji w Londynie są tematyczne sklepy. Ledwo pomyślałyśmy jaki straszny jest ten dzień, aż tu nagle przed nami "wyrosły" drzwi sklepu "M&M's". Tysiące wspaniałych kolorów, 4 piętra świata ze słodkościami - buzia aż sama zaczyna się cieszyć. :)
Kolejnym wspaniałym punktem był sklep Disney'a. Czy widzieliście kiedyś miejsce pełne postaci z bajek: myszka Miki obok Olafa z Frozen i Dartha Vadera? Nagle z kobietki stajesz się małą dziewczynką. Chcę tu zostać! (z powodu braku dobrej jakości zdjęć, będziemy musiały wybrać się tam ponownie by przygotować odpowiednią relację fotograficzną na bloga)
Niestety koniec tego dobrego, czas na poważniejsze rzeczy.
Ze świata bajki postanowiłyśmy przenieść się do świata dinozaurów i nauki - kierunek Natural History Museum i Science Museum. Po drodze zrobiłyśmy sobie przechadzkę przez Hyde Park. Mimo popularności nie zachwyca swoim wyglądem. Zdecydowanie bardziej podobał nam się wspomniany we wcześniejszych postach, park St. James. Interesujące jest to, że jak na miasto pełne hałasu, z nastawieniem na szybki tryb życia jest baaardzo dużo zieleni. W każdej chwili możesz na chwilę zatrzymać się, usiąść na ławce i rozkoszować pięknem okolicy.
Dotarłyśmy w końcu do muzeum. Niestety nie miałyśmy dużo czasu na zwiedzenie, ponieważ zanim przybiegłyśmy na miejsce była godzina 16.40, a muzea otwarte są do 18.00. Nie był to jednak dla nas większy problem, jak się chce to można wszystko.
Najpierw odwiedziłyśmy Science Museum. Liczyłyśmy, że będzie to miejsce pełne kabli, światełek, animacji i interaktywnych zabaw, coś w stylu Centrum Nauki Kopernik, czar prysł po pierwszej sali. Może coś ominęłyśmy, może za szybko się poddałyśmy, w końcu miałyśmy za mało czasu na szukanie interesujących zjawisk. Sale były pełne wiszących samochodów i starych maszyn. Muzeum bardziej pokazywało rozwój nauki, niż skłaniało człowieka do myślenia. Naszym zdaniem nic specjalnego, dlatego po 4 sali szybkim krokiem udałyśmy się do Natural History Museum, w końcu zostało niewiele czasu.
Ledwo przekroczyłyśmy próg a tu WOW! Dinozaur! Ogromny szkielet wielkiego roślinożernego stwora! Nie wiedziałyśmy od czego zacząć. Sala z ssakami, z gadami, dinozaurami, ptakami i innymi stworzeniami. To się nazywa nauka! Rewelacyjne kości i ruszające się figury. Chcesz posłuchać jakie dźwięki wydaje słoń afrykański, a jaki indyjski? Jakie wibracje wyczuwa pająk przy zmianie pogody? Jakie owady możesz znaleźć w kuchni? Wszystko znajdziesz tutaj. Zapewne obejrzałyśmy jedną setną tego, co można tam zobaczyć, a i tak nie mogłyśmy się przestać zachwycać i uśmiechać do siebie. Na pewno nie raz i nie dwa tu wrócimy.
Na końcu pojechałyśmy metrem na London Bridge by raczyć się pokazem fajerwerków, będących pięknym tłem dla równie pięknego Tower Bridge. Zdjęcia tych zabytków wstawimy innym razem, gdyż brak słońca nie wpływa pozytywnie na jakość zdjęć, a i sił nam brakło na dalsze zwiedzanie.
Wracając miałyśmy 3 opcje do wyboru : autobus, metro i pociąg. Biorąc pod uwagę to, że było już zimno, przystanki pod nosem, a pięknych widoków wszędzie wokół, zdecydowałyśmy się na drugie piętro czerwonego autobusu. Udało się nam nawet upolować miejsca w pierwszym rzędzie, niestety zmęczenie nie pozwoliło nam cieszyć się podróżą i marzyłyśmy już tylko o teleportacji do domu.
Właściwie powinnyśmy już przestać się dziwić, że Londyn jest tak ogromny i pełen niesamowitych alejek, sklepów, muzeów i zabytków. Wchodzisz do metra w centrum, przejedziesz 10 przystanków i co? Nadal jesteś w centrum. Zwiedzanie takiej metropolii może przytłoczyć - człowiek czuje się niesamowicie malutki wśród wysokich budynków, tłumu ludzi i pędzących samochodów (w dodatku z lewej strony!).
Na szczęście my mamy ten komfort, że siedzimy w tym razem.
OM&OP


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz