poniedziałek, 17 listopada 2014

Wsi spokojna, wsi wesoła... Enfield.



Wbrew pozorom nasze życie w Londynie nie koncentruje się wyłącznie na poszukiwaniu pracy czy eksplorowaniu muzeów i urokliwych alejek w pobliżu Big Bena. Na co dzień w ogóle nie zauważamy, że żyjemy w jednym z największych miast w Europie. W praktyce po prostu żyjemy na wsi (choć widok mew, ciągle przelatujących nad głowami, bardziej podsuwa myśl o nadmorskim kurorcie).


Londyn pod względem komunikacyjnym został podzielony na 9 stref. Enfield, w którym mieszkamy znajduje się w strefie 6. O ile w strefach 1-3 faktycznie odczuwa się pęd wielkiego miasta, to już w kolejnych człowiek mógłby w ogóle nie zauważyć, że to jeszcze Londyn.

Nie jest to w żadnym razie zarzut - wręcz przeciwnie. Abstrahując już od porównywania kosztów życia w ścisłym centrum, a na obrzeżach miasta, to mieszkanie w Enfield jest po prostu bardzo przyjemne. Równo ułożone szeregówki, krótko przystrzyżone trawniki, wszędzie pełno zieleni, ludzie przyjaźnie nastawieni, a do centrum pół godziny. Żyć nie umierać. Łatwiej przyzwyczaić się do obcego kraju gdy stopniowo doświadczasz nieznanego, dlatego jak na początek jest to idealne miejsce na zbudowanie mocnego gruntu do dalszych działań.

Angielska pogoda w Enfield.

Zapuszczając się w coraz dalsze zakątki naszej najbliższej okolicy zdecydowałyśmy się na pójście po tajemniczych drogowskazach wskazujących na kierunek "Forty Hall". 40 minut później nie byłyśmy już tak entuzjastycznie nastawione do dalszych poszukiwań... A jednak się udało.


Forty Hall okazało się być typową angielską rezydencją otoczoną uroczym parkiem. Nie jest może równie okazałe jak Downtown Abbey, ale trzeba przyznać, że robi wrażenie. Gęsi i kaczki biegnące w stronę wystającej ręki sprawiają, że zapominasz o zatłoczonych ulicach. Prosty sposób na spędzenie pięknego popołudnia. Matki z wózkami, spacerowicze z psami i uśmiechnięte dzióbki dzieciaków. Szkoda, że aby dotrzeć do tego spokojnego miejsca trzeba przebyć dość długą drogę.




Na razie poznałyśmy niewielką część tej „wsi” i pewnie nie raz wstawimy informacje, ze zdjęciem nowoodkrytego, ciekawego miejsca. Na początku chcemy po prostu pokazać, gdzie obecnie jest „nasz dom”.

Dlaczego lubimy Enfield?
- bo jest tu Daria – bez niej nie byłybyśmy tu, gdzie jesteśmy i nie jadłybyśmy takich wspaniałych gołąbków, klusek śląskich i ogórkowej.



-bo jest tu Natek – mały czort, który swoimi lepkimi rączkami dotyka wszystkiego co w zasięgu wzroku, a buziakami rozwala na łopatki.



- bo jest tu zielono – nie musisz siedzieć przed TV, nie musisz biegać po sklepach, wystarczy, że wyjdziesz przed dom i pójdziesz przed siebie, a zielone dróżki zaprowadzą Cię gdziekolwiek chcesz. 











- bo jest tu Groszek – polski sklep, który uratuje Cię przed jedzeniem niedobrego, tostowego, angielskiego chleba.
- bo jest tu geocaching – skrzynki ze skarbami poukrywane nawet na Twoim podwórku sprawiają, że chce się wyjść z domu.




Niestety ktoś zbyt zachłannie podszedł do zabawy - pusta skrzynka.

Drugie znalezisko - tym razem pełne skarbów. 

My zostawiłyśmy wrocławski bilet oraz klamerkę z napisem " Poland" i naszymi inicjałami.


Król Natek I

- bo jest tu piękny cmentarz (wspomniany we wcześniejszym poście).
- bo ludzie na ulicy pytają Cię jak Ci minął dzień i jak się dzisiaj czujesz.
- bo jest cicho i spokojnie mimo, że do przystanku autobusowego czy pociągu masz 10 min.





To nie znaczy, że chcemy tu zostać na zawsze.…nie chcemy…ale jest to dobra okazja do tego, żeby zacząć coś nowego, zregenerować siły i z pozytywnymi myślami wrócić do tych wszystkich, których kochamy w Polsce.








OM&OP

2 komentarze:

  1. Fajny blog pozdrawiam. Powodzenia życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. 52 yr old Dental Hygienist Boigie Candish, hailing from Maple enjoys watching movies like Americano and Cryptography. Took a trip to San Marino Historic Centre and Mount Titano and drives a Mercedes-Benz W196. zobacz tutaj

    OdpowiedzUsuń