I stało się. Aleksandra Michalewska
musiała samodzielnie wybrać się w wielki świat. Uzbrojona w mapę,
przewodnik, rozpiskę trasy i dwa telefony ruszyła podbijać okolice
Knightsbrigde. O dziwo, samotna wyprawa okazała się nie być aż tak
przerażająca jak mi się pierwotnie wydawało. Londyńskie metro jest
niesamowicie rozbudowane (12 linii i ponad 400 km długości...) jednak
ktoś mądry zadbał o to, żeby jego plan był zrozumiały dla zwykłych
śmiertelników i takich antytalentów topograficznych jak ja. Nie
odmówiłam sobie również przyjemności przejażdżki na górnym pokładzie
czerwonego autobusu. Tak na marginesie uznałyśmy ze Szpahlą, że jest to jedna
z najlepszych atrakcji turystycznych miasta, będąca jednocześnie
środkiem transportu, źródłem dochodu (jednorazowy bilet to koszt ok. 1,5
funta) i żywą reklamą. Wyobrażacie sobie nasze "piękne" wrocławskie
Ikarusy w wersji dwupiętrowej?

| Dom handlowy Harrods. |
Przy
okazji warto wspomnieć, że niestety koszty transportu w stolicy są
przytłaczające. Przejazd metrem lub pociągiem to ok. 2,5 funta. Trasa z
Enfield do centrum wymaga min. 1 przesiadki (co i tak, biorąc pod uwagę
wielkość Londynu, jest bardzo dogodne), więc średnio jednorazowa wyprawa
kosztuje nas 8,5 funta... Jednak biorąc pod uwagę, że darmowe muzea i
zapierające dech widoki, uznajmy, że cena jest do przełknięcia.
Ze względu na pogodę, ograniczone zapasy i obawę przed pobłądzeniem zdecydowałam się na prostą trasę obejmującą podziwianie przepięknej zabudowy i zwiedzenie muzeum Wiktorii i Alberta.
Dalej natrafiłam na niepozornie wyglądający katolicki kościół, którego barokowe wnętrze po prostu rozłożyło mnie na łopatki. Niesamowity klimat tego miejsca sprawił, że miałam ochotę siedzieć tam godzinami. Z bólem serca przyznaję, że bardzo żałuję, że ani nie mogłam zostać tam dłużej ani, że nie mogłam robić zdjęć. Kolejna perełka Londynu.
Na deser zostawiłam sobie muzeum Wiktorii i Alberta. Już sam gmach zrobił na mnie ogromne wrażenie, a wnętrze... wisienka na torcie. Wystawy sztuki i rzemiosła artystycznego - od wschodnich dywanów z XVI wieku, przez antyczne rzeźby, samurajskie miecze, pogańskie kolumny, obrazy Rafaela...
Pożegnanie z muzeum było tym bardziej przykre, że okazało się, że czekał mnie upojny spacer w deszczu. Nie ma jednak tego złego...
Mam nadzieję, że następnym razem będziemy mogły razem cieszyć się odkrywaniem Londynu. W końcu szczęściem najlepiej się dzielić.
OM

Kupcie sobie oystery, będzie taniej;)
OdpowiedzUsuńMamy esterki ale właśnie w cale dużo taniej nie wychodzi jeśli chodzi o całodzienny bilet:)
Usuń